Żałoba a Twoje relacje, umysł i ciało

Na podstawie pierwszego rozdziału książki Mari Bonfantini i Marleny Motty

„Od poczwarki do motyla. Jak przezwyciężyć ból śmierci i żałoby”

Księgarnia Świętego Wojciecha, Poznań 2004

Tekst opracowała redakcja portalu: www.hospicja.pl

 

Najważniejsze relacje i żałoba

Śmierć dziecka – Śmierć dziecka jest niezwykle wielkim cierpieniem i to niezależnie od wieku dziecka. To, co się liczy jest nie jego wiek, ale siła związku z nim. Jego śmierć jest zawsze stratą jakiejś części siebie samego. Opłakiwana strata jest widziana zarówno w relacji do oczekiwań odnośnie do przyszłości, jak i wspólnych doświadczeń z przeszłości.

Jest to żałoba trwająca całe życie i wpisuje się na stałe w różne fazy życia rodzinnego.

Strata może dotyczyć dziecka nienarodzonego, z powodu spontanicznego poronienia czy wypadku. Także w tym przypadku konieczny jest proces przeżycia żałoby, bo przecież, nawet jeżeli był to dopiero początek ciąży, dla rodziców ten embrion był już ich dzieckiem ze wszystkimi cechami ludzkimi. Może się zdarzyć, że po dziewięciu miesiącach normalnej ciąży dziecko rodzi się martwe lub umiera po kilku godzinach. Cierpienie w tych przypadkach jest straszne.

Matka po dziewięciu miesiącach intymnych relacji z dzieckiem zostaje sama z pustymi rękami, a poczucie winy może być bardzo silne: nie dokonałam pogłębionej diagnozy, nie wypoczywałam wystarczająco, nie pragnęłam go wystarczająco…

Ważne jest wtedy obejrzenie zmarłego dziecka, ustalenie przyczyn zgonu, nadanie mu imienia, przygotowanie obrzędu pogrzebu.

Często w przechodzeniu okresu żałoby nie ma się właściwego wsparcia partnera. Chociaż małżonkowie są razem, chociaż on także dotknięty jest tym samym cierpieniem, jednak sposób przeżywania tej straty bywa bardzo różny. Mimo wszystko, w niektórych okolicznościach, mimo trudności, para potrafi razem zmierzyć się z żałobą, a to niezwykle umacnia ich małżeńskie relacje.

Śmierć dziecka wyzwala różnego rodzaju poczucie winy, na przykład takie, że nie byli w stanie właściwie je chronić, nie byli przy nim. Te obsesje mogą dotyczyć tylko przypuszczeń, a więc nierealnych możliwości uratowania go.

Poza tym, strata dziecka może być odczuwana jako zasłużona kara.

W przypadku gdy jest więcej dzieci, po utracie jednego z nich nie jest łatwe przejmować się ich wymaganiami i ich bólem. Czasem zdarza się, że są dzieci, które oprócz osobistego bólu przyjmują na siebie także ból rodziców.

Także dla krewnych i przyjaciół nie jest łatwo być blisko tego, kto przeżywa taką żałobę. Nie wiadomo, co mówić i, w rezultacie, wybiera się drogę ucieczki. Tymczasem jest niezwykle ważne w takich momentach „być przy”, także nic nie mówiąc, współuczestniczyć w bólu drugiego, czy nawet z zażyłością mówić o rzeczach pozornie bez znaczenia. To, co się w tym momencie liczy, jest właśnie emocjonalne uczestniczenie, z zastosowaniem, jeżeli to możliwe, niewerbalnych środków komunikacji: potrzymać za ręką, przytulić.

Kiedy umiera dziecko, w szczególny sposób odczuwają to dziadkowie. A jedno z pierwszych pytań, jakie sobie stawiają, brzmi: „Dlaczego ono, a nie my?”.

Powrót do normalnych relacji wewnątrz pary i w szerzej pojętej rodzinie może nastąpić nawet dopiero po kilku latach unikania się i depresji.

Śmierć rodziców – Każdy z nas wie, że ten, kto urodził się wcześniej, najprawdopodobniej poprzedzi nas także w śmierci, ale nigdy nie jesteśmy gotowi na tego rodzaju zdarzenie.

Utrata jednego z rodziców powoduje wielkie cierpienie, ale kiedy traci się także drugiego, ma się wrażenie utraty łączności z przeszłością, związku z własną historią, a jednocześnie poczucie osamotnienia i pustki stają się bardzo ostre. Poza tym utrata rodziców stawia każdego z nas wobec problemu własnego starzenia się, nawet jeżeli doświadcza się, że miłość nadal żyje w nas i między nami.

Zawsze kiedy tracimy drogą osobę, próbujemy w pierwszej chwili odrzucić tę prawdę. Mamy nadzieję, że ona wróci, że nie jest prawdą to, co się stało. W następstwie jednak czeka nas konfrontacja z rzeczywistością i można się poczuć winnym: że my ciągle żyjemy, że czasem zrobiliśmy czy powiedzieliśmy rzecz przykrą.

Robert po śmierci ojca, z którym związany był relacją zależności, której nie uznawał, poczuł się ogarnięty niemocą i zdesperowany. Idealizując przeszłość i wypaczając rzeczywistość, nie znajdował nic, co byłoby dla niego formą kary.

Często nam się zdaje, że jesteśmy mało kochani, mimo że czujemy się godni miłości rodziców. Sądzimy, że staraliśmy się być takimi, jakimi chcieliby nas mieć. Tu tkwi źródło relacji zależności charakteryzującej się tym, że mamy wrażenie, iż nasze istnienie zależy od wielkości miary aprobaty i akceptacji ze strony drugiego. Jest jasne, że jeżeli śmierć pozbawiła nas tego, od którego zależymy, pozbawiła nas także – w pewnym sensie – naszego życia. W tego typu przypadkach jest niezwykle trudne wyjście z bólu, jeżeli nie potrafimy wypracować bardziej zrównoważonych relacji. W przypadku gdy się traci rodzica, istnieje potrzeba wytworzenia sobie właściwie zinterioryzowanego obrazu. To znaczy trzeba stać się jednoznacznie świadomym tego, że – mimo ograniczeń i niedoskonałości – rodzic dał nam pełnię miłości, której potrzebowaliśmy dla naszego rozwoju i wzrastania. Był on, by powtórzyć za Winnicotem – „rodzicem wystarczająco dobrym”, a my dzieckiem wystarczająco adekwatnym.

Dziecko a utrata rodziców – Z wielu analiz wynika, że kiedy umiera jeden z rodziców, dziecko doświadcza silnego napięcia, które może zagrażać rozwojowi jego osobowości.

Dla dziecka śmierć rodzica jest czymś niezwykle ciężkim. Jest jednym z najbardziej traumatycznych wydarzeń i wymaga bardziej rozbudowanego, niż w przypadku dorosłych, procesu reintegracji. Poza tym dziecko może potraktować tę stratę jako porzucenie i rana odrzucenia może się odnowić w każdym nowym doświadczeniu rozdzielenia.

Bardzo często dziecko nie ma możliwości rozmawiać o tym, co czuje, czym to przeżycie dla niego jest. Żyjący rodzic jest najbardziej predestynowany do niesienia pomocy dziecku w zaakceptowaniu i wyjściu z tego tragicznego zdarzenia. Zdolność dziecka do znoszenie porzucenia w dużej mierze zależy od wspierającej pomocy, którą otrzyma, i od przykładów. Potrzebuje pomocy w rozeznaniu swoich uczuć i dodania odwagi w ich tolerowaniu, a także w wyrażaniu ich w sposób adekwatny do wieku i poziomu rozwoju.

Jest więc czymś niezwykle ważnym towarzyszyć dziecku w procesie przetwarzania żałoby. W pewnym sensie każdy przeżywający żałobę staje się dzieckiem i potrzebuje własnego zinterioryzowanego rodzica, który udzieli pomocy, doda odwagi: „Naprzód! Potrafisz to zrobić!”.

Nouwen[1] sugeruje, by o ranie powstałej na skutek utraty kogoś kogo kochaliśmy, myśleć tak, jakby się myślało o dziecku urażonym przez przyjaciela. Jeżeli dziecko może doświadczyć pocieszającego przytulenia ze strony rodziców, potrafi znieść ból.

Trzeba pozwolić naszemu sercu być takim kochającym rodzicem, kiedy doświadcza się ran, pokonywane są podziały i przetwarzane są żałoby.

  1. a) Samobójstwo. Samobójstwo jest jednym z przypadków, w których ból spowodowany śmiercią kochanej osoby jest niezwykle intensywny, niemal nie do zniesienia. Jest to także doświadczenie niespodziewane, które nie daje czasu na ratowanie się.

Wobec takiej śmierci zazwyczaj pojawiają się niezwykle silne emocje, które odnajduje się w każdej sytuacji żałoby – P O C Z U C I E W I N Y wobec zmarłego. Nie jest też rzadkie poczucie zaniżonej samooceny: „Jak mogłem nie zauważyć jego zdesperowania? Dlaczego nie zrozumiałem, że w tej wypowiedzi zawarte było jego wołanie o pomoc? Dlaczego nie potrafiłem mu pomóc?”.

Poczucie winy jest integralną częścią bólu, ale może być pokonane poprzez zaakceptowanie faktu, że zmarły był podmiotem decydującym w tym szczególnym momencie o tym, co się stało, podczas gdy nam trzeba porzucić iluzje, że można było coś zrobić dla….

Łatwo może się pojawić także G N I E W wobec egoizmu, który przejawił się u tego, który nas zostawił, przez to, że nie wziął pod uwagę bólu, jaki sprawił osobom, które go kochały. „Dlaczego mi to uczynił?”.

Angelo, czterdziestopięcioletni, żonaty, z dwójką dzieci, w następstwie krachu finansowego popełnia samobójstwo. Starszy syn w wieku dojrzewania reaguje postawą zamknięcia, rezygnacją ze szkoły, agresją. Młodszy syn, ośmioletni, wspierany głębokim uczuciem wujka za strony ojca, potrafi w miarę pozytywnie przeżyć zaistniałą sytuację. Teściowie zmarłego są wściekli, ponieważ tą decyzją zięć spowodował wielkie trudności dla ich córki i wnuków. Matka zmarłego jest skłócona z synową, ponieważ – według niej – nie była w stanie zrozumieć i wesprzeć męża.

Lidia, żona Angela, zaraz po tym zdarzeniu poprosiła o wsparcie psychologiczne i to pomogło jej znieść rodzinną tragedię. Dla osiągnięcia tego skutku trzeba był podjąć odpowiednie działania. Lidia z synami zdecydowała, jak mają wyglądać obrzędy pogrzebowe. Wszyscy w nich uczestniczyli. Próbowała rozmawiać z krewnymi o decyzji męża i o emocjach, jakich w związku z tym doznaje. Pamięta o dzieleniu się z członkami własnej rodziny i z przyjaciółmi wspomnieniami przyjemnych zdarzeń, które przeżyła z Angelem.

Zarówno społeczeństwo, jak i Kościół są dzisiaj bardziej skłonni do „zaakceptowania” bez ciężkich oskarżeń moralnych samobójcy. Jednak tego typu żałoba pozostaje jednym z trudniejszych do przeżycia doświadczeń, w porównaniu z innymi rodzajami żałoby. Potrzeba więcej czasu dla odnalezienia się i nadania znaczenia temu, co się zdarzyło.

  1. b) Żałoba i rodzina. Zarówno jednostki, jak i całe rodziny mają różne sposoby wyrażania żałoby i jest ważne, by zaakceptować te różnice. To jest zawsze indywidualne przejście, nawet jeżeli dzielone z członkami rodziny. Może być poparte wiarą przeżywaną we wspólnocie, rodzinnymi tradycjami kulturowymi lub rytualnymi. Jest ważne wspierać się, komunikować i mieć odwagę prosić o pomoc, by nie trwać w trudnym położeniu.

Żałoba zakłóca zrównoważone relacje rodzinne, które w konsekwencji zostają następnie na nowo uporządkowane. Utracenie „cząstki” rodziny może zachwiać nią całą, zarówno gdy relacje były bardzo ścisłe, jak i wtedy gdy były luźne.

KAŻDY W RODZINIE NA SWÓJ SPOSÓB PRZEŻYWA STRATĘ

– ma szczególną wizję wydarzenia,

– ma swoją odmianę relacji i komunikowania,

– ma własną wrażliwość,

– ma specyficzną zdolność dostosowania się.

Strata w rodzinie może:

– reaktywować stare konflikty,

– pogłębić brak zrozumienia,

– sprowokować podziały;

ale także:

 zacieśnić stosunki,

– pogłębić i uautentycznić relacje,

– otworzyć na przebaczenie i zrozumienie.

 

Straty przeżywane w wymiarze cielesnym

Często odmienność, z jaką zostają zamanifestowane trudności w przeżywaniu żałoby i zmagania się z przemianami, jest „dolegliwością ciała”. Ciało jest uprzywilejowaną rzeczywistością, przez którą bez ograniczeń wyraża się złe samopoczucie. Jesteśmy przecież przekonani, że funkcjonowanie ciała jest określone przez naszą myśl i nasze emocje.

Niektóre symptomy mogą być zastępczymi w stosunku do cierpienia mentalnego. Kiedy ból i strach są bardzo silne, tak że nie pozwalają nawet „myśleć”, to nasze ciało sygnalizuje to przez różnego rodzaju objawy. Zespół symptomów jest zasadniczo zakodowanym przesłaniem, które trzeba zinterpretować. Symptomy mogą być potraktowane jako pozytywne momenty przechodzenia, które przygotowują drogę do właściwego przeżycia tego, co się wydarzyło.

Łatwo jest dostrzec, że ciało rejestruje efekty emocji związanych z rozstaniem i przeżywaniem żałoby. Powszechne są zakłócenia snu (trudności z zasypianiem, nieoczekiwane przebudzenia), częstoskurcz serca, blokada żołądka, zmiany mięśniowe (wrażenie sztywności, ociężałość całego ciała – jakby było z ołowiu, i/lub zwiotczałość, jakby nie działała wewnętrzna siła), trudności oddechowe (po szoku oddech nie jest regularny; im bardziej porządkujmy oddech, tym efekty traumatyczne będą mniejsze).

Trudność z zasypianiem może sygnalizować sprzeciw wobec pozostawienia czegoś znanego i pewnego, a zmierzenia się z czymś niepewnym lub trudność z postąpieniem do przodu, która spowodowana jest utratą zaufania do życia i własnych możliwości podołania mu.

Przykre przebudzenie jest związane z lękiem o przyszłość. Może być odczytane jako trudność w określeniu wymiaru projektowania.

Częstoskurcz, czyli nienormalnie przyspieszone tętno, może sygnalizować wysiłek podjęty dla znoszenia określonych sensacji, gdyż serce jest siedzibą sentymentów.

Blokada żołądka to wrażenie niemożności przetrawienia niczego, może wyrażać trudności w zaakceptowaniu zaistniałej zmiany i traktowanie jej jako „pożywienie”.

Ołowiane ciało wiąże się z zablokowaniem własnych wartości; nawet jeżeli jest się w stanie widzieć cel, do którego się zmierza, siebie postrzega się jako zahamowanego, bez realnych możliwości ruchu.

Natomiast wrażenie zwiotczenia sygnalizuje odczucie braku wsparcia, jakby ten, którego zabrakło, był podporą naszych nóg. Trudności z oddychaniem mogą oznaczać utratę równowagi między tym, co „wewnątrz i na zewnątrz”, przez co rytm oddychania ulega spowolnieniu i powoduje wrażenie duszności, wyzwalając jednocześnie strach śmierci.

Wszystkie lub niektóre z tych sensacji somatycznych mogą zostać dostrzeżone, kiedy towarzyszą momentom rozżalenia i desperacji, a więc etapom wędrówki przez żałobę. Zazwyczaj, kiedy pojawiają się tego typu doznania somatyczne, by je wyeliminować, udajemy się do lekarza lub od razu do farmaceuty. Jest to w pewnym sensie właściwe. Z drugiej jednak strony ważne jest także zrozumieć to, co ciało nam komunikuje. Pożyteczne jest zrozumieć symptom, a nawet wartościowe byłoby traktować go jako cenny sygnał, godny oceny i interpretacji. Często objaw raz rozpoznany ustaje sam z siebie.

Pojawienie się takich symptomów somatycznych, jako coś przejściowego, jest zjawiskiem dosyć typowym i wyrazem cierpień psychicznych. Sygnalizuje nam, że z racji czynników zewnętrznych, niezależnych od naszej woli, w naszej rzeczywistości nastąpiła zmiana i w konsekwencji należy poszukać nowych energii, by z tym się zmierzyć.

Rocznice bólu – Fulford[2] zauważył istnienie rocznic bólu. Rocznica choroby czy doznanego szoku związanego z utratą kogoś bliskiego może przypomnieć ból i inne szczegóły, mniej lub bardziej przyjemne, związane z przebytymi doświadczeniami, począwszy od tamtego momentu.

Pewne więc wspomnienia pojawią się w naszej pamięci poprzez ciało, a dokładniej, doznania fizyczne właściwe dla tamtych okoliczności mogą się ponownie pojawić, gdyż – według Fulforda – traumatyczne doznania zostają wpisane w system nerwowy i mięśniowy. Te rocznicowe objawy mogą się pojawić rok, cztery, dziesięć lat po traumatycznym przeżyciu. Syndrom ten nie jest jednolity. Pewne osoby nie doświadczają go, inne w sposób tak lekki, że trudno je skojarzyć z przeszłością. U niektórych widoczne są lekkie symptomy, które pojawiły się także w przeszłości pod tą samą datą, ale są i tacy, którzy naprawdę cierpią.

Świadomość przeżywania rocznicy bólu pozwala przyjąć dolegliwości bez zbytniego niepokoju i przezwyciężyć tę przykrą okoliczność. W ten sposób traumatyczne doświadczenie z czasem traci swoją ostrość, ale pozostaje pewność trwałości relacji.

Funkcja łez.

Bardzo często w każdym z nas dominuje kontrolny system, który nie pozwala udać się do kogoś innego, podzielić się doznawanymi emocjami. Może ze strachu, że nie będziemy potrafili zapanować nad sytuacją, że pokażemy naszą słabość, kruchość, próbujemy się „zatrzymać”, usztywnić, ale jednocześnie ryzykujemy utratę zdolności wyrażania uczuć. Jeżeli człowiek się „zatrzyma”, nie może płakać, a łzy zostają „wewnątrz”. Być zmrożonym oznacza nie doznawać emocji. Zazwyczaj jest to mechanizm samoobrony, defensywy.

Pinkola Estés[3] twierdzi, że „chłód jest pocałunkiem śmierci dla kreatywności, relacji z innymi i dla samego życia”. Rzeczywiście, chłodna postawa gasi wymiar relatywności i możliwość tworzenia i realizowania projektów. Coś, co się nie porusza, zostaje sparaliżowane. Lód więc musi zostać skruszony. Poprzez łzy możemy wyrazić emocje, które pomagają roztopić to, co wewnątrz nas zostało zablokowane, nasze bolesne pęta, aż do odtworzenia kontaktów z naszym najbardziej intymnym wnętrzem.

Czasami łzy są nie do opanowania i prowadzą nas do „doliny łez”, co może przestraszyć, gdyż niszczy nadzieję, że można znaleźć pociechę. Jednocześnie narasta obawa, że łzy nie będą miały końca. Ostatecznie jednak to wszystko jest lepsze niż całkowita niezdolność wyrażenia własnej reakcji na żałobne zdarzenie.

Płacz może być dobrze lub źle odbierany przez bliskie osoby: „No już, nie rób tego! Przestań płakać!”. Nie jest łatwo płakać wobec innych, bo inni mogą nas ocenić – i to nie zawsze pozytywnie.

Kto jest blisko osoby, która straciła kogoś bliskiego, powinien okazywać zrozumienie dla jej cierpienia. Dla tej osoby ważne jest posuwać się we właściwym rytmie własnego bólu, nie próbując z pośpiechem go przezwyciężyć. Każda osoba ma swój własny czas, który musi być poszanowany, a co często napawa lękiem: nie wiadomo, co robić i co mówić, dlatego wybiera się bezczynność i kontrolę trudności własnych i cudzych.

W rzeczywistości łzy nie są znakiem bezsilności – „nie umiem nic robić, tylko płakać” – ale najbardziej intymnym wyrazem nas samych. Mogą nas zaprowadzić w nowe miejsce, stać się soczewką, przez którą świat otrzymuje nowe kolory. Pozwala nam wyjść z zimnej racjonalności i wejść w wiosenne ciepło sentymentów, przez które możliwe jest odzyskanie poczucia wartości.

Kiedy tracimy drogą osobę, należy zanurzyć się we łzach i wyrazić w ten sposób własny smutek. Można sobie wtedy przeznaczyć czas na cierpienie, na złe samopoczucie. W przeciwnym razie ból nie zostanie wyrażony i zdeformuje nasze oblicze, nasze życie i nas zmrozi. Przeżycie strasznego bólu widać na obrazach Muncha[4].

W obrazie Śmierć w pokoju chorej (1895) Munch wyraził bardzo skutecznie niekomunikowalność bólu, przygnębiającą ciszę, która oddziela jednych od drugich, niemożliwość wyjścia i wyrażenia własnych emocji. Poprzez obraz Zmarła matka i dziecko (1897–1899), na którym została namalowana siostrzyczka zatykająca sobie uszy, artysta uświadamia, jak cisza może ranić, jeżeli ból jest krzykiem, jest „wrzaskiem śmierci”, który przychodzi z wewnątrz i jest silniejszy od jakiegokolwiek hałasu. Krzyk bólu jest doskonale ukazany na obrazie Krzyk (1893).

Dlatego właśnie komunikowanie bólu, nawet przez płacz, może być czymś dobrym. Łzy, jak płynąca rzeka, mogą poprowadzić nas daleko od przeszłości i od bólu, otwierając przed nami nowe perspektywy, obdarzając nas nową radością życia. Mimo to często nie potrafimy płakać, a nasza tratwa stoi w miejscu, jakby utknęła na mieliźnie albo co gorsza, wpadła w wir, który kręci nią dokoła, napełniając nas lękiem.

Oto, co zdarzyło się Serenie. Niespodziewanie, prawie pod koniec ciąży, którą przechodziła bezproblemowo, zapada w ciężką niedyspozycję. Pojawia się ryzyko śmierci. Szybko udzielona pomoc ratuje ją, ale umiera dziecko. Aby nie burzyć rodzinnego spokoju, nie podejmuje walki z tym traumatycznym przeżyciem, łzy nie pojawiają się w jej oczach. Drugiego syna Giacoma (siedem lat) nie zabrano na pogrzeb ani nie zaprowadzono do szpitala, by odwiedził mamę. Dziadkowie, chcąc zaoszczędzić mu niepotrzebnych cierpień, nie mówią mu prawdy, ale emocje działające w rodzinie dotykają także jego, tak bardzo, że Giacomo źle się czuje, ma nocne lęki, przejawia różnego rodzaje niepokoje, które niespodziewanie naruszają jego relacje międzyludzkie. I to jest motyw, dla którego rodzice zwracają się z prośbą o pomoc. Dopiero po wielu spotkaniach z trudem wychodzi na jaw problem żałoby, który nie został ani dokładnie określony w rodzinie, ani też nie został przetworzony. Serena w tym okresie czuła się niespełniona jako kobieta, która nie potrafiła doprowadzić do końca ciążę, i obwiniała się, że nie konsultowała się częściej z ginekologiem. Oboje rodzice byli zblokowani strachem, gdyż mimo autopsji dokonanej na maleństwie, a może właśnie dlatego, nie było ciągle jasnej odpowiedzi ze strony lekarzy. Obawiali się, że przekazali życie jakiemuś „monstrum”, mimo że po wielu naleganiach mogli zobaczyć zmarłe dziecko, jednak całe zabandażowane i tylko przelotnie. Stąd zrodziło się ich przekonanie, że mogło być zdeformowane. A potem była bezsilność, wrażenie napiętnowania i strach, że może się… zdarzyć ponownie, co negatywnie wpłynęło na ich intymne życie. Dopiero kiedy rodzice zdołali uporządkować te wszystkie negatywne przeżycia, stało się możliwe udzielenie pomocy Giacomowi, by mógł „odrzucić poza siebie” swoje lęki, i powoli wspierali go w ich przezwyciężaniu.

Chciałbym, żeby moje życie stało się łzą i uśmiechem,

– łzą dla oczyszczenia serca i umiejętności zrozumienia sekretów życia,

– uśmiechem, który mnie przybliży do innych i stanie się pochwałą życia[5].

[1] H. Nouwen, La voce dell’amore, Queriniana, Brescia 2001.

[2] R.C. Fulford i G. Stone, Il potere terapeutico dell’energia vitale, Corbaccio, Milano 1998.

[3] Pinkola Estés, Donne che corrono con lupi, Frassinelii, Como 1996, s. 185.

[4] Di Stefano, Munch, Giunti, Firenze 2000.

[5] G.K. Gibran, Una lacrima e un sorriso, in: Tutte le poesie e i racconti, Newton, Roma 1993

Źródło: http://www.hospicja.pl/opieka_psych/article/275/chapter_7.html